Motoklimat.pl

Klimatyczny blog motoryzacyjny

Samochód na początek – Lanos

| 2 komentarzy

Kilka dni temu, przypadkowo, przeglądając zdjęcia trafiłem na swojego Lanosa, ah co to było auto! Świetne, po prostu świetne, moje pierwsze, wcześniej ojca, od nowości z nami, rewelacja! Było by na pewno jeszcze lepsze, gdybym je dostał zamiast kupować, ale i tak dobrze je wspominam. W końcu jaki samochód można kupić za 5 tys zł?

Czy zastanawiałem się nad wyborem pierwszego samochodu? Oczywiście, że nie. W garażu stał Lanos, kredytu bym nie dostał, a oszczędzanie szło mi jakoś słabo. Ustaliłem więc z ojcem, który akurat auto zmieniał, że ten stary kupię ja – na raty, a jakże! Miałem spłacić w kilka miesięcy, udało się dopiero po sprzedaży, czyli jakiś rok później, ale samochód był, jeździł, a jak się zepsuł to części drogie nie były, naprawy też mnie nie przerastały – nie było tam przecież żadnego turbo czy elektrycznych szyb – co się miało zepsuć, sprzęgło? No i się zepsuło, po roku – i tak nieźle.

Bywało z Lanosem tak, że jak mu coś nie przypasowało, czy to za niskie obroty, czy za szybko puszczone sprzęgło, czasem niedomknięta szyba pasażera – strzelał. Teraz już ten dźwięk na ulicach słychać stosunkowo rzadko, jednak w czasach swojej świetności mój strzelał najgłośniej w okolicy – rodzice wiedzieli kiedy będę w domu, sąsiedzi zamykali okna, psy chowały się do bud – budził respekt.

To jednak nie wszystko – 90 procent strzałów kończyło się zgaśnięciem auta, które po włączeniu silnika osiągało niemal maksymalne obroty – wskakiwał natychmiast na kilka tysięcy – to naprawdę uczy radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Jak to wyglądało? Słychać strzał, auto gaśnie. Wrzucasz dwójkę, odpalasz silnik, puszczasz sprzęgło – auto rusza, szybko osiąga zawrotne 50 km/h, nie dając Ci zbyt wiele czasu na zmianę biegu, nie masz wyjścia – musisz wrzucić trójkę, za chwilę czwórkę, i wszystko to możliwie najszybciej. Czemu nie ruszasz z jedynki? Przede wszystkim zerwiesz asfalt, poza tym, nie wrzucisz później dwójki, bo Lanos na jej wrzucenie przy maksymalnych obrotach zwyczajnie nie pozwala. Niczym jednak jest jazda do przodu w porównaniu do tej na wstecznym – tam to dopiero jest zabawa – używasz hamulca do pilnowania prędkości, a jak chcesz wrzucić jedynkę – gasisz auto. Zabawa była, oj była, i to całkiem tania, bo 30zł za 100km. Sprzęgło jednak nie chciało się z nami długo bawić – auto poszło na sprzedaż po przejechaniu może 30.000. Szkoda.

Można było takiego Lanosa oczywiście przełączyć na benzynę – wtedy nie strzelał, jeździł nieco lepiej, ale palił z 15 na setkę, a paliwo po 4zł – wychodziło drogo. A na gazie się uczyłeś – biegi zmieniałeś szybciej niż DSG a system start & stop działał sprawniej niż w nowych BMW.

Prawdopodobnie wystarczyłoby zostawić samochód na dzień u gazownika, wyregulowałby, wystroił, jeździłoby jak nowe, może nawet do dzisiaj, nie miałem jednak ochoty inwestować w samochód, który miał być tylko tym pierwszym. Jeździłem.

Dlaczego poleciłbym Ci Lanosa na początek? To oczywiste!

Ten samochód jest tani w zakupie i eksploatacji, a jeśli będziesz go szanował – na pewno nie będzie strzelał. Mi strzelał, bo nie szanowałem, proste.

Silnik na słowa pochwały nie zasługiwał, mocy za bardzo nie miał (bo tylko 100 koni), jednak pozwalał sprawnie poruszać się po mieście. Wyprzedzanie w trasie natomiast wymagało wcześniejszego hamowania – zwalniasz, robisz sporo miejsca do samochodu przed Tobą, rozpędzasz się, i jeśli nic nie jedzie z naprzeciwka – wyprzedzasz – proste. Zresztą, co ja Was będę uczył – wystarczy szczypta wyobraźni i odrobina szczęścia. Lanos nie jest szybki – to prawdopodobnie najwolniejsze auto jakim jeździłem, może nie licząc Aveo, a jak się go dobrze pomęczy spali niewiele mniej niż Veyron – ale kto kupuje lanosa, żeby się ścigać? No dobra, kupują, ale szybko uczą się pokory, skutecznie uświadamiani przez kierowców wszelkich Astr czy Golfów, że mogą najwyżej oceniać sprawność ich tylnych lamp.

Ten samochód nie jest niestety synonimem piękna – są podobno ludzie którym się podoba, i to raczej w sedanie, cała reszta doceni go jedynie między Matizami i Nexiami, pod warunkiem, że będzie umyty. Wnętrzem też nie zachwyci – plastik wykończony plastikiem nikogo nie dziwi, bo które niby auto tej klasy ma coś więcej? W większości jednak tego plastiku nie słychać – tu jest inaczej.

Trzeszczy dosłownie wszystko, a jak Ci się trafi bogatsza wersja, niech ma podłokietnik – trzeszczy jeszcze więcej. Można oczywiście spróbować zagłuszyć plastik, na przykład włączając radio – do pewnego momentu muzyki da się słuchać, co niestety uwydatnia jedynie trzeszczenie, kiedy natomiast pogłośnimy nasze audio – kaplica. Trzeszczenia co prawda nie słchać, jednak wszystko zaczyna buczeć i trzaskać. Dostrzeżcie tę subtelną różnicę między trzaskaniem i trzeszczeniem – tak wygląda Wasz wybór. Przed lanosem tej różnicy nie znałem.

Jest wygodny. Zawieszenie pozwala pokonywać zakręty bez obawy o dachowanie, jak w przypadku Matiza na przykład, a pozycja za kierownicą i fotele nie zmuszają do (zbyt częstych) wizyty u masażysty. Ma też komplet drzwi, jeśli taką wersję oczywiście wybierzesz, a warto, bo składanie foteli na każdym postoju, kiedy pasażerowie z tyłu chcą wysiąść może się znudzić. No i ten bagażnik – naprawdę spory, śmiało można w nim przewieźć koło zapasowe z kolejną dwójką pasażerów, a jeśli przyszłoby w nim spędzić noc, składasz tylne fotele i masz równą podłogę – koło zapasowe przed fotel pasażera, dobranoc – o ile nie przeszkadza Ci świadomość, że pod Tobą znajdują się dwa zbiorniki paliwa :) Jak by się ktoś w nocy bał – może sobie w bagażniku włączyć światełko.

Spodobało się?

Podziel się z innymi!

2 komentarzy

  1. Pingback: Może LPG? Do pełna proszę | Motoklimat.pl

  2. Pingback: O ładzie słów kilka | Motoklimat.pl

Dodaj komentarz

Czytem przed publikacją wszystkie komentarze, publikuję tylko te kulturalne, nawet pełne krytyki. Bo to mój blog. Mogę. Pola wymagane oznaczono *.

*